Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rynek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rynek. Pokaż wszystkie posty

Wynajem mieszkań - rynek

środa, 20 sierpnia 2008

Wynajem mieszkania z zasobów prywatnych to jedna z możliwości zaspokojenia potrzeb mieszkaniowych. Forma ta, w obliczu dość wysokich cen zakupu mieszkań oraz zaostrzenia polityki kredytowej banków na skutek podwyżek stóp procentowych i rekomendacji S, coraz bardziej zyskuje na popularności.

Zobaczmy zatem ile jest ofert wynajmu mieszkań w pięciu największych miastach w Polsce i jak kształtują się w nich stawki czynszowe. Pomoże nam w tym portal oferty.net, który zawiera prawie 550 tys. ofert nieruchomości z całego kraju, w tym także liczne oferty wynajmu lokali mieszkalnych.

Sprawdzone zostały oferty dodane w ciągu ostatnich 30 dni (15.07-14.08.2008) w Warszawie, Łodzi, Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu. Na rozbieżności cenowe wpływ mają głównie takie czynniki, jak: lokalizacja, powierzchnia i standard. Do oferowanej ceny wynajmu nierzadko trzeba jeszcze doliczyć czynsz, opłaty eksploatacyjne, a czasem także i kaucję, co znacznie może podnieść całkowity koszt wynajmu mieszkania.

Których mieszkań jest najwięcej?
W każdym z analizowanych pięciu miast największą część oferty stanowiły mieszkania dwupokojowe (od 44% do nawet 55% całej oferty danego miasta). Dość dużo na rynku jest także mieszkań trzypokojowych, ale poszukiwanych często kawalerek jest już znacznie mniej.
Udział dużych mieszkań – z czterema i więcej pokojami – jest kilkuprocentowy (jedynie w Warszawie udział ten był dwucyfrowy w przypadku mieszkań czteropokojowych, których jest tam właściwie tyle samo co kawalerek).

Mieszkania na wynajem
(% całej oferty danego miasta)
1 pokój 2 pokoje 3 pokoje 4 pokoje > 5 pokoi
Warszawa 10,95 44,24 31,59 11,31 1,90
Łódź 10,78 51,96 33,33 3,92 ---
Kraków 20,12 45,33 26,97 5,50 2,07
Wrocław 11,51 47,62 30,95 7,54 2,38
Poznań 15,53 55,25 21,46 5,48 2,28

Jeśli chodzi o średnią cenę metra kwadratowego to zdecydowanie najwyższa jest w Warszawie (51 PLN), zaraz za stolicą znajduje się Wrocław (41 PLN), potem Kraków (37 PLN). W pozostałych dwóch miastach ceny są znacznie niższe – w Poznaniu średnio trzeba zapłacić 32 PLN za m2, a w Łodzi 29 PLN/m2.

Warszawa
Stolica Polski imponuje liczbą ofert mieszkań przeznaczonych na wynajem – jest ich prawie 4000, co stanowi 71,5 % wszystkich ofert z pięciu największych miast. Najwięcej lokali znajduje się w Śródmieściu (1056, co stanowi prawie 27% warszawskiej oferty), dużo jest ich także w dzielnicy Mokotów (781–20% oferty).

Najdroższą kawalerkę można znaleźć na Starym Mieście – 25 000 PLN za 63 m2, najtańszą w Śródmieściu - 800 PLN za 15 m2. Równie duże rozbieżności cenowe dotyczą mieszkań dwupokojowych – najtańsze można wynająć za 1000 PLN w dzielnicy Praga Płn. (60 m2), najdroższe to już wydatek 22 000 PLN na Bemowie za stosunkowo mały metraż (32 m2). Trzypokojowe mieszkanie można znaleźć już za 1500 PLN (48 m2, Targówek), ale jest i oferta za 25 000 PLN (63 m2, Praga Płd.). Najtańsza propozycja mieszkania czteropokojowego dotyczy lokalu w dzielnicy Białołęka – 2000 PLN za 83 m2, najdroższa to 18 000 PLN za 190 m2 na Mokotowie. Mieszkań z pięcioma i więcej pokojami jest niewiele, przez co trudno przy nich wskazać najczęściej występujący przedział cenowy. Ceny zaczynają kształtować się tutaj na poziomie 2500 PLN (123 m2, Białołęka), a kończą na 16 000 PLN (165 m2, Śródmieście),

Mieszkania na wynajem (PLN/miesiąc) /najczęściej występujące przedziały cenowe/
1 pokój 2 pokoje 3 pokoje 4 pokoje
Warszawa 1800-2200 2400-3000 2900-3500 3900 - 4500

Kraków
Liczba ofert w Krakowie zdecydowanie odbiega od Warszawy – jest ich 964. Najwięcej mieszkań na wynajem znajduje się w dzielnicy Stare Miasto (23,1%) oraz w dzielnicy Podgórze (23%). Najniższa cena kawalerki to 700 PLN za 20 m2 w dzielnicy Grzegórzki, najwyższa to 4500 PLN za 35 m2 w dzielnicy Zwierzyniec. Mieszkanie z dwoma pokojami można wynająć już za 550 PLN (40 m2, Nowa Huta, mieszkanie w domu jednorodzinnym), ale pojawiło się także i takie za 5 500 PLN (90 m2, Stare Miasto). Najtańsze mieszkanie trzypokojowe znajduje się w dzielnicy Bieżanów - Prokocim – 1100 PLN za 61 m2, najdroższe jest w dzielnicy Stare Miasto – 8000 PLN, ale za 211 m2. Za 1900 PLN (najtańsza oferta) można wynająć mieszkanie czteropokojowe o metrażu 60 m2 na Podgórzu Duchackim, w dzielnicy Krowodrza za 138 m2 trzeba jednak zapłacić nawet 7000 PLN (najdroższa oferta). Ofert z pięcioma i więcej pokojami jest bardzo mało - najtańsze mieszkanie jest w dzielnicy Dębniki (6 pokoi, 116 m2, 2500 PLN), najdroższe w dzielnicy Prądnik Biały (5 pokoi, 207 m2, 8000 PLN).

Mieszkania na wynajem (PLN/miesiąc) /najczęściej występujące przedziały cenowe/
1 pokój 2 pokoje 3 pokoje 4 pokoje
Kraków 1200-1500 1500- 2000 2000-2500 2000-2400;
3000-3500

Łódź
W tym mieście w ciągu ostatnich 30 dni zgromadziło się najmniej spośród prezentowanych miast ofert – zaledwie 102. Najwięcej jest ich w Śródmieściu (33,6%), najmniej w dzielnicy Górna (13%). Kawalerkę można wynająć już za 750 PLN (dzielnica Widzew, 22 m2), ale w tej samej dzielnicy można znaleźć także i taką za 1600 PLN (prawie dwukrotnie większy metraż). Najtańsze mieszkanie dwupokojowe znaleźć można w dzielnicy Łódź Górna za 650 PLN (37 m2), najdroższe w Śródmieściu za 4000 PLN, ale jego metraż wynosi aż 166 m2. Za mieszkanie trzypokojowe można zapłacić nawet 5000 PLN (Śródmieście, 105 m2), ale znalazła się także oferta za 600 PLN (Łódź Górna, 62 m2). Już za 1500 PLN można wynająć w Śródmieściu 85-metrowe mieszkanie z 4 pokojami, jednak takie mieszkanie może kosztować nawet 5000 PLN (Łódź Polesie, 100 m2).

Mieszkania na wynajem (PLN/miesiąc) /najczęściej występujące przedziały cenowe/
1 pokój 2 pokoje 3 pokoje 4 pokoje
Łódź 800-1300 1000-1500 2000-2500 ---

Wrocław
W stolicy Dolnego Śląska pojawiły się 253 oferty mieszkań na wynajem. Najwięcej z nich (44%) jest w dzielnicy Krzyki, najmniej natomiast (7,5%) w dzielnicy Psie Pole, znajdującej się na obrzeżach miasta. W przypadku kawalerek, najniższa cena z prezentowanych na portalu ofert dotyczy lokalu o powierzchni 16 m2 w dzielnicy Fabryczna i wynosi 700 PLN, najwyższa natomiast – 5 500 PLN - dotyczy lokalu o powierzchni 48 m2 zlokalizowanego w dzielnicy Stare Miasto. Mieszkanie dwupokojowe można znaleźć już za 600 PLN (Psie Pole, powierzchnia 45 m2), najwyższą ceną - 6000 PLN - odznaczało się mieszkanie na Krzykach o powierzchni 83 m2. Wynajem mieszkania trzypokojowego może nas kosztować 1800 PLN (dzielnica Fabryczna, powierzchni 46 m2), ale i 7 500 PLN, jeśli zechcemy wynająć je w dzielnicy Stare Miasto - powierzchnia 110m2). Najdroższe mieszkanie czteropokojowe znajduje się w Śródmieściu - za 130 m2 trzeba zapłacić 15 000 PLN, można jednak znaleźć i takie za 2000 PLN - na Psim Polu o powierzchni 72 m2. Mieszkanie z pięcioma pokojami można wynająć na Psim Polu już za 2700 PLN (100 m2), najdroższe zlokalizowane jest na Krzykach – 7 500 PLN za 125 m2.

Mieszkania na wynajem (PLN/miesiąc) /najczęściej występujące przedziały cenowe/
1 pokój 2 pokoje 3 pokoje 4 pokoje
Wrocław 1300-1500 1500-2000 2200 - 2500 3000-3500

Poznań
Niewiele mniej ofert – 219 - pojawiło się w Poznaniu, z czego najwięcej znajduje się w dzielnicach: Centrum (18%), Rataje (18%) i Grunwald (15%). Koszt wynajmu kawalerki może wynieść 700 PLN za 28 m2 w dzielnicy Poznań, ale w ofercie znajduje się także mieszkanie za 1500 PLN – w tej samej dzielnicy o powierzchni 35,5 m2. Najniższą cenę za mieszkanie dwupokojowe zaoferowano w dzielnicy Jeżyce - 800 PLN za 62 m2, najwyższa cena dotyczyła mieszkania w Centrum – 3999 PLN za 78 m2. W przypadku mieszkań trzypokojowych ceny zaczynają się od 1200 PLN (40 m2, dzielnica Grunwald), a kończą na 6000 PLN (120 m2, dzielnica Rataje). Najdroższe mieszkanie czteropokojowe znaleźć można w dzielnicy Jeżyce – 6800 PLN za 140 m2. Tam też znajduje się najtańsze tego typu mieszkanie, za które zapłacimy zaledwie 700 PLN za 119 m2, ale z zaznaczeniem, że nadaje się ono do gruntownego remontu. Za 4100 PLN można wynająć mieszkanie pięciopokojowe w dzielnicy Grunwald o powierzchni 180 m2, ale w Centrum można zapłacić i 6000 PLN za powierzchnię 170 m2.

Mieszkania na wynajem (PLN/miesiąc) /najczęściej występujące przedziały cenowe/
1 pokój 2 pokoje 3 pokoje 4 pokoje
Poznań 1100-1200 1400-1800 1900-2500 ---

Ceny paliw w Polsce

piątek, 25 lipca 2008

Ropa tanieje, a paliwa w Polsce nie chcą

To był bez wątpienia emocjonujący tydzień na rynku ropy. Cena surowca w ostatnich dniach uległa znacznej przecenie. Ostatnie spadki cen na międzynarodowych rynkach hurtowych dają polskim kierowcom nadzieję, że zobaczą w kolejnym tygodniu bardziej wyraziste obniżki cen paliw na stacjach.


Komentarz do sytuacji na rynku paliw w okresie od 21-25 lipca 2008

Ropa naftowa na światowych giełdach zeszła do poziomu najniższego od 7 tygodni, przełamała trwający od zimy trend zwyżkowy i oddaliła się od niego. W piątkowe przedpołudnie za baryłkę surowca gatunku Brent na giełdzie londyńskiej płacono 127 USD, czyli wyraźnie mniej niż 132,61 USD w poniedziałek, nie wspominając o rekordowym 147,5 USD sprzed dwóch tygodni. W handlu hurtowym w Europie Północno-Zachodniej benzyny w ciągu tygodnia potaniały o prawie 8 proc., zaś oleje napędowe o niecałe 7 proc.

Gdy wiosną ropa naftowa w szybkim tempie drożała, e-petrol.pl pisał o spowalniającej gospodarce światowej i malejącym popycie na ropę i paliwa jako o czynnikach, które mogą zatrzymać te wzrosty, zarówno na świecie, jak i w Polsce. Mało kto wtedy brał to na poważnie. Ostatnie dni pokazują jednak, że dealerzy z rynków naftowych też w końcu zwrócili uwagę na czynniki fundamentalne i właśnie dlatego surowiec zaczął tanieć.

Polska złotówka w mijającym tygodniu odnotowała wprawdzie przejściowe, lekkie osłabienie wobec dolara amerykańskiego, jednak, patrząc szerzej, utrzymuje się na bardzo silnym poziomie - przez cały tydzień poruszała się w zakresie 2,01-2,08, a piątkowy fixing USD/PLN w NBP wyniósł 2,0420.

Połączenie niższych cen na rynkach międzynarodowych z wysokim kursem polskiej waluty sprawia, że producenci działający na polskim rynku hurtowym od kilkunastu dni z dnia na dzień obcinają swoje cenniki, a rozmiary spadków są spore.

Prognozy na przyszłość bliższą i dalszą

W piątek spodziewamy się, że cena ropy naftowej utrzyma się blisko rejonu 126-127 USD za baryłkę, możliwe jest lekkie, techniczne, korekcyjne odbicie w górę. Brakuje w tej chwili nowych, ważnych wiadomości, które silniej oddziaływałyby na rynek naftowy. W nadchodzących dniach możliwe są dalsze spadki cen ropy naftowej, w kierunku 120 USD, gdzie znajduje się najbliższe poważne wsparcie.

Baryłka w nieco dłuższej perspektywie powinna obronić ostatnie zniżki. Trudno oczekiwać, by cena ropy naftowej wróciła do zajmowanych przed rokiem poziomów około 80 USD, jednak stabilizacja w rejonie 120-130 USD wydaje się być teraz bardzo prawdopodobna, zakładając, że nie dojdzie na świecie do żadnego konfliktu, sabotażu instalacji naftowych na szeroką skalę, czy innych, niemożliwych do przewidzenia, wydarzeń.

Przecena w rafineriach

Dynamicznie zmieniające się ceny ropy i paliw na londyńskiej giełdzie surowcowej powodowały, że rafinerie w kraju codziennie ogłaszały zmiany, w ich efekcie znów mamy nowe cenniki. W ostatnich dniach największe wahania dotyczyły hurtowych cen oleju napędowego, który wreszcie, po kilku tygodniach, wyraźnie potaniał - na przestrzeni ostatnich dni aż o 124 zł na 1000 litrów. W przypadku popularnej benzyny 95 średnia cena hurtowa również spadła o niespełna 115 zł. W konsekwencji za diesel i benzynę płaci się w rafineriach niemal tyle samo: średnio 3414,50 i 3412,00 zł netto za 1000 litrów.

Kierowcy, którzy zapoznali się z niedawnymi prognozami cen detalicznych e-petrol.pl, a tankowali swoje auta w ostatnich dniach, mogli czuć się zawiedzeni. Ostatni tydzień, zamiast obniżek, przyniósł jedynie nieznaczną korektę cen paliw. Benzyna bezołowiowa 95 kosztowała średnio w sprzedaży detalicznej 4,69 zł/l, kierowcy silników Diesla tankowali średnio w cenie 4,70 zł za litr. Cena autogazu, obecnie najbardziej atrakcyjnego cenowo paliwa, wzrosła do poziomu 2,22 zł/l.

e-petrol.pl prognozuje dalsze spadki cen hurtowych

W najbliższych dniach krajowi producenci paliw wprowadzą dalsze obniżki do swoich cenników hurtowych. Prognozy e-petrol.pl na sobotę i wtorek wskazują na wyraźną dalszą możliwość obniżek cen benzyn w obu rafineriach o 35-50 zł. W przypadku oleju napędowego również powinna utrzymać się tendencja spadkowa - w Grupie Lotos przewidywane są kilkunastozłotowe obniżki, w Orlenie spadek do połowy przyszłego tygodnia powinien wynieść nieco ponad 50 zł.

Po ile powinniśmy tankować?

Analiza e-petrol.pl na ostatni tydzień lipca wskazuje, że średnia cena benzyny bezołowiowej 95 i oleju napędowego powinna mieścić się w przedziale 4,50-4,56 zł zł/l. Cena autogazu powinna wynieść ok. 2,22-2,26 zł/l. Korekta cen powinna być wprowadzona do cenników stacji paliw, jednak dobiegający końca tydzień po raz kolejny udowodnił, że koncerny nie spieszą się z wprowadzaniem obniżek w sprzedaży detalicznej.

Aktualne średnie ceny hurtowe paliw (netto/1000 litrów):

Benzyna bezołowiowa 98: 3539,00 zł
Benzyna bezołowiowa 95: 3412,00 zł
Olej napędowy: 3414,50 zł

Ceny detaliczne (brutto za litr) na 30 tydzień 2008 r. (notowanie z dn. 21.07.2008):

Benzyna bezołowiowa 98: 4,95 zł
Benzyna bezołowiowa 95: 4,69 zł
Olej napędowy: 4,70 zł
Autogaz: 2,122 zł

Prognoza cen paliw w sprzedaży detalicznej w okresie 28 lipca -3 sierpnia 2008

Benzyna bezołowiowa 98: 4,78-4,85 zł/l
Benzyna bezołowiowa 95: 4,50-4,56 zł/l
Olej napędowy: 4,50-4,56 zł/l
Autogaz : 2,22-2,26 zł/l

Opracowanie:
Gabriela Kozan, Szymon Araszkiewicz, e-petrol.pl

Sprzedaż komputerów w Polsce

sobota, 19 lipca 2008

Zapowiadany od kilku lat zmierzch komputerów stacjonarnych wciąż nie nadchodzi. Jak ustaliła „Rz”, sprzedaż tradycyjnego sprzętu wciąż rośnie, a średnie ceny przenośnych pecetów poszły lekko w górę.

Jeszcze w ubiegłym roku firmy analityczne i producenci sprzętu zakładali, że polski rynek laptopów będzie rósł w tempie przekraczającym nawet 50 proc. rocznie. Miało tak się stać przede wszystkim dzięki spadającym cenom sprzętu. Według szacunków magazynu „CRN” sprzęt przenośny w podstawowej konfiguracji kosztował przed dwoma laty średnio 3 tys. zł. Na koniec 2007 r. – już tylko 2 tys. zł. Głównie dzięki temu w ubiegłym roku maszyny przenośne stanowiły aż 48 proc. wszystkich sprzedanych na polskim rynku komputerów.

Trend cenowy jednak się odwrócił. – Średnia cena kupowanego w Polsce komputera przenośnego wyniosła w pierwszym kwartale 1130 dol., czyli ok. 2260 zł. Winny jest złoty, który umacnia się w stosunku do dolara – wyjaśnia Jarosław Smulski, analityk rynku firmy IDC Polska. Zapowiedzi rychłego końca stacjonarnych komputerów nie potwierdzają też handlowcy. – Sprzedaż pecetów utrzymuje się na ubiegłorocznym poziomie – mówi Wioletta Batóg, rzecznik Media Saturn Holding, do którego należą sieci Media Markt i Saturn. Podobne spostrzeżenia mają przedstawiciele sieci hipermarketów, które – wbrew pozorom – są ważnym kanałem sprzedaży elektroniki (mają ok. 20 proc. udziału w rynku; w takich sklepach zaczyna sprzedawać np. koncern Dell). – Stacjonarne ciągle sprzedaje się całkiem nieźle, choć ich oferta jest mniejsza niż w przypadku laptopów. Z naszej oferty na pewno nie znikną – mówi Przemysław Skory z Tesco.

Jak się okazało, rewolucji na rynku nie spowodowały też słynne tanie laptopy za mniej więcej 1 tys. zł. Najsłynniejszy z nich, Asus Eee, wciąż oficjalnie nie pojawił się na naszym rynku. Nie ma pewności, czy w ogóle dojdzie do jego premiery nad Wisłą, bo dostępne w sklepach podobne komputery innych firm (np. Aristo) sprzedają się u nas słabo. – Parametry tych maszyn są zbyt niskie dla wielu użytkowników – uważa Jarosław Smulski z IDC.

Komputer stacjonarny o dobrych parametrach w zestawie z monitorem LCD można kupić już za ok. 1,5 – 1,7 tys. zł. Dlatego firma NTT System, największy polski producent komputerów, przewiduje wręcz, że sprzedaż stacjonarnych pecetów będzie wzrastać. – Na rynku nie brakuje klientów szukających sprzętu o wysokich parametrach technicznych za przystępną cenę. W przypadku tanich laptopów ta relacja nie jest już taka oczywista – komentuje Marcin Bogusz, dyrektor działu produktów własnych NTT System.

Zadyszka na rynku laptopów nie oznacza oczywiście całkowitego triumfu stacjonarnego peceta. Sprzedaż komputerów przenośnych będzie rosła, jednak kilkadziesiąt procent wolniej, niż jeszcze niedawno przewidywano. – W porównaniu z wynikami ubiegłego roku odnotowujemy pod tym względem wzrost na poziomie 10 proc. – mówi Wioletta Batóg. Jak szacuje firma Euromonitor International, w 2008 r. Polacy kupią 2 mln nowych laptopów, w 2012 r. – 2,6 mln. Bardzo podobne są prognozy IDC Polska. – Uważamy, że w 2012 r. przenośne pecety będą stanowiły około 65 proc. wszystkich komputerów używanych w naszym kraju – twierdzi Jarosław Smulski.

Źródło : Rzeczpospolita

Inflacja drenuje portfele

środa, 16 lipca 2008

I dobre samopoczucie konsumentów

Podawane oficjalnie wskaźniki inflacji, czyli przeciętnego wzrostu cen dóbr i usług konsumpcyjnych istotnie rozmijają się z odczuciami konsumentów. Wyjaśnienie tego zjawiska ma dwa oblicza – metodologiczne i życiowe.
W czasach rosnącej inflacji pojawiają się pytania, co tak naprawdę ona obrazuje. Manipulowanie wskaźnikiem inflacji poprzez zmiany koszyka dóbr sugerują wszyscy uczestnicy rynku, czy jednak w ogóle CPI może być obiektywne?

Z jednej strony obliczany wskaźnik inflacji jest jedynie średnią ważoną zmiany cen dla ustalonego koszyka dóbr. Oznacza to, że urząd statystyczny określa przeciętną strukturę naszych wydatków. W krajach szybko rozwijających się, w których struktura konsumpcji istotnie się zmienia, oznaczać to może problemy z określenie rzeczywistego poziomu inflacji. Niestety nie można zastosować w Polsce takich samych koszyków dóbr, jak w krajach bogatych. Te kraje po prostu mają jeszcze mniejszy udział wydatków bytowych. Licząc ich miarą mielibyśmy do czynienia z dezinflacją, czy wręcz z deflacją.

W praktyce prawidłowością jest obecnie spadek średniego udziału wydatków na żywność, energię i inne koszty bytowe w koszyku dóbr. W związku z tym spektakularne wzrosty cen np. żywności wbrew pozorom nie wpływają na równie wysoki wzrost inflacji. Subiektywnie jednak konsumenci odczuwają je najbardziej. Wynika to po prostu z efektu psychologicznego – zakupy żywności dokonywane są codziennie, zmiany cen tych dóbr codziennie kontrolujemy i są one dla nas najbardziej widoczne, stąd dolegliwe. Sporadyczny zakup telewizora, sprzętu AGD już nie budzi takich emocji, chociaż pod względem wartości stanowi znaczący element budżetów domowych. Po zsumowaniu tego rodzaju wydatków może okazać się, że wydajemy na dobra trwałego użytku dużo więcej pieniędzy, niż na żywność. Statystycznie natomiast spadek cen np. sprzętu RTV, usług telekomunikacyjnych może mieć więc większy wpływ na wynik inflacyjny niż wahania cen żywności.

Patrząc obiektywnie polskie społeczeństwo staje się coraz bogatsze, może jeszcze nie bogate, ale np. większość gospodarstw domowych wyposażona jest już w pralkę automatyczną i inny sprzęt trwałego użytku, o którym kilkanaście lat temu większość mogła tylko pomarzyć. Czy w związku z tym czujemy się lepiej? Paradoksalnie niekoniecznie, gdyż odczucia co do stanu posiadania są względne. W takim wypadku to właśnie subiektywność odczuć będzie miała wpływ na postrzeganie inflacji i tzw. oczekiwania inflacyjne. Wskaźnik inflacji nie obrazuje, więc wprost i całkowicie ogólnego poziomu zmiany cen, bo jest to po prostu niemożliwe. W takim razie otwarte będzie pytanie, czy może być stosowany, jako uniwersalny miernik zmian cen dla potrzeb, chociażby waloryzacji świadczeń wypłacanych emerytom i rencistom. W pewnym sensie bardziej sprawiedliwa okazałaby się inflacja liczona dla koszyka dóbr i usług nabywanych przez daną grupę społeczną. W sensie metodologicznym dość trudno byłoby jednak taki wskaźnik obliczyć, bo jak np. kwalifikować wydatki pracujących emerytów, których tak przecież wielu jest w Polsce.

Dyskusji nie byłoby, gdyby inflacja była niska i stabilna, a wszyscy byliby o tym przekonani. Warunkiem tego jest natomiast skoordynowana i przewidywalna polityka pieniężna. Nie da się tego uzyskać bez stabilnych finansów i współpracy banku centralnego oraz rządu. Dla rządu inflacja („kontrolowana”) nie jest jednak rozwiązaniem najgorszym, gdyż w pierwszej rundzie zwiększa nominalne dochody budżetowe. W końcu jednak za rozrzutność państwa trzeba będzie zapłacić i solidarnie zapłacą wszyscy, chociaż niektórzy odczują to bardziej. Tutaj następuje pierwsze zderzenie interesów. Pozostaje bank centralny, który kontrolując podaż pieniądza „monetarnie” w ostatecznym rozrachunku odpowiada za realną inflację – jak na razie ustawowo.

Bogusław Półtorak

Archiwum

Etykiety