Pokazywanie postów oznaczonych etykietą energia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą energia. Pokaż wszystkie posty

Znów o drożejącej energii

poniedziałek, 22 września 2008

Ceny ropy i gazu, podobnie jak i większości surowców, utrzymują się na wysokim poziomie lub wzrastają. Jednym z powodów takiego stanu rzeczy jest dynamiczny rozwój Chin i Indii, które niczym pompy ssące, wysysają surowce ze światowych rynków, podbijając ich ceny. Fakt, iż cena ropy rosła w sytuacji, gdy tempo amerykańskiej gospodarki malało oznacza, iż została ona zdetronizowana z pozycji podstawowego motoru napędzającego światową gospodarkę.


Można jednak zapytać, dlaczego wzrasta cena energii w Polsce?
Wszak nasza energetyka oparta jest w 96 proc. na węglu, którego zasoby, zarówno kamiennego, jak i brunatnego, mamy największe w Europie, a zapotrzebowanie, w przeciwieństwie do ropy i gazu, tak drastycznie nie rośnie.

Otóż odpowiedź: znajdziemy w polityce energetycznej Unii Europejskiej
, która chce zmniejszyć o 20 proc. emisję dwutlenku węgla do atmosfery do roku 2020. Ponadto postanowiła zmniejszyć energochłonność gospodarki, zwiększyć zarówno zużycie energii odnawialnych, jak i zużycie biopaliw. Trzeba zaznaczyć, że niestety nie jest to korzystne dla Polski pod względem finansowym, gdyż w naszym kraju możliwości budowy hydroelektrowni są bardzo ograniczone, wykorzystanie energii słonecznej nadal jest znikome, nie można też wykorzystać do produkcji energii siły wiatrów, a zwiększenie udziału energii odnawialnych w bilansie energetycznym oznacza tym samym wzrost jej ceny.

Polska energetyka:
oparta jest na węglu i pomimo dostosowywania się do wymogów unijnych taką pozostanie na poziomie 80-90 proc. Gdzie zatem tkwi problem i dlaczego prognozy na rok 2012 przewidują dwukrotny wzrost cen?

Otóż Unia Europejska wprowadza tzw. Trzeci Pakiet Energetyczny, na który w marcu 2007 roku na szczycie unijnym wyraził zgodę ówczesny premier Jarosław Kaczyński, a w marcu tego roku premier Donald Tusk go potwierdził. Ostatecznie pakiet ten zostanie oficjalnie przyjęty jesienią tego roku. Komisja Europejska jednakże już teraz wyznaczyła limity emisji dwutlenku węgla. Polska ma prawo do emisji 208,5 mln ton, a nasze zapotrzebowanie wynosi 280 mln ton rocznie. Dostosowanie się do tego poziomu oznaczałoby radykalne ograniczenia w rozwoju naszej gospodarki. Aby więc nie ograniczać naszych możliwości produkcyjnych, będziemy musieli kupować prawo do emisji ponad 70 mln ton. Według ocen przeprowadzonych z ramienia Unii koszt realizacji tej polityki energetycznej kosztować nas będzie 1,24 proc. dochodu narodowego. Trzeba jednakże zaznaczyć, że ta ocena kosztów jest zdecydowanie zaniżona, bowiem oparta była na prognozie wzrostu gospodarczego w latach 2005-2010 na poziomie 3,7 proc., a następnie na poziomie 4,6 proc. Niestety, rzeczywiste koszty będą znacznie wyższe. Należy je szacować na poziomie 2 proc. dochodu narodowego, a spadek rozwoju gospodarki w wyniku wzrostu cen energii wyniesie 1-1,5 proc.

Co więcej, będziemy musieli wyłączyć ... część mocy produkcyjnych w wyniku realizacji wymagań przyjętych w unijnej polityce. Zużycie energii systematycznie wzrasta, inwestycje są bardzo ograniczone, a większy import energii utrudniony z powodu niedostatecznie rozwiniętej sieci przesyłowej. Nie pozostaje nam zatem w tej sytuacji nic innego, jak wprowadzić niekorzystne racjonowanie energii.

Dzięki naszym zasobom węgla... mamy przewagę konkurencyjną w sektorze energetycznym, ale niestety polityka prowadzona przez Unię nie tylko ten nasz atut umniejsza, ale wprost go eliminuje.

Dlaczego Jarosław Kaczyński nie zaprotestował przeciwko takiej polityce unijnej wobec Polski, dlaczego nie przeciwstawił się jej Donald Tusk? Przecież po upadku komunizmu w Polsce odnotowano znaczny spadek różnego rodzaju zanieczyszczeń. W naszym kraju, w czasie obowiązywania protokołu z Kioto, emisja CO2 spadła o 32 proc., podczas gdy kraje unijne systematycznie zwiększały jego emisję. W latach 90. emisje pyłów do atmosfery zmniejszyliśmy o 57 proc., związków siarki o 48 proc., a związków azotu o 27 proc. Ilość ścieków nieczyszczonych odprowadzonych do rzek spadła o 70 proc.

Dziś Unia chce... prowadzić politykę ochrony środowiska kosztem głównie naszym i innych państw środkowoeuropejskich. Nie zezwala nam na wykorzystanie naszego naturalnego bogactwa, jakie mamy w postaci zasobów węgla kamiennego i brunatnego, poprzez swoje działania narzuca ceny energii, które wyhamowują nasz rozwój gospodarczy. Dla porównania dodam, że Niemcy uzyskały w tej kwestii upusty na emisje CO2 nawet dla producentów samochodów marek BMW i Mercedes...

Premier Kaczyński nie tylko nie wykorzystał w unijnych negocjacjach tego, co już zdołaliśmy uczynić, by zmniejszyć emisję zanieczyszczeń, ale aby poprawić swój wizerunek w Unii, lekką ręką zgodził się na drakońską dla Polski politykę energetyczną. Podobnie postąpił Donald Tusk, który potwierdził założenia przyjęte rok wcześniej, też bardziej dbając o swój wizerunek polityka "europejskiego” niż o polskie interesy.

Dla Polski ta polityka, która oficjalnie zostanie przyjęta, oznacza likwidacje per saldo wszelkich korzyści ekonomicznych płynących z naszej przynależności do Unii. Jedynym sensownym działaniem byłoby jej zablokowanie, ale pospieszna ratyfikacja Traktatu Lizbońskiego przekreśliła jakiekolwiek możliwości pertraktacji. Tegoroczne podwyżki energii to dopiero początek kosztów, jakie zapłacimy za politykę "solidarności" energetycznej Kaczyńskiego i Tuska.

Ceny w Polsce

środa, 5 marca 2008

Ceny będą szybowały w górę

Lawinowo drożeje energia i gaz. Te podwyżki na pewno odczujemy, bo sięgną one 20-30 proc. i pociągną za sobą kolejną falę podwyżek od nawozów sztucznych, aż po środki transportu, a co za tym idzie zdrożeje także chleb i inne produkty żywnościowe.

Rośnie spirala obaw inflacyjnych. Coraz wyraźniej widać, że podwyżki stóp procentowych niewiele tu pomogą. Nie jest to spowodowane jedynie czynnikami wewnętrznymi, ale ma też swoje uwarunkowania zewnętrzne.

Ostatnie dni przyniosły rekordowe notowania cen ropy - 101,102 USD za baryłkę. Te podwyżki rzutują również na wysokość inflacji w Polsce. U nas przede wszystkim lawinowo drożeje energia, gaz i te podwyżki na pewno odczujemy, bo sięgną one 20-30 proc. I pociągną za sobą kolejną falę podwyżek od nawozów sztucznych, aż po środki transportu, a co za tym idzie zdrożeje także chleb i inne produkty żywnościowe.

Benzyna, gaz, nawozy i żywność

Wraz z podwyżkami gazu ceny nawozów sztucznych, istotne dla produkcji rolnej, wzrosną najprawdopodobniej o 10 proc. Bardzo szybko poczują to konsumenci w podwyżkach produktów spożywczych, a ceny te już i tak rosną z powodów klimatycznych i nieurodzajów. Cena benzyny osiągnie na koniec roku zapewne poziom 5 zł. To spowoduje skokowy wzrost środków transportu, które już pod koniec 2007 r. zdrożały o ok. 10 proc.

My konsumenci będziemy musieli borykać się z takimi podwyżkami, jak wzrost cen kursów na prawo jazdy, herbaty, która ma być najdroższa od lat, wzrost cen detalicznych zapowiedziany jest na 10-15 proc.

Mamy też już wzrost podwyżki minimalnej ceny na papierosy. W górę szybują ceny gazu, a należy pamiętać, że w stosunku do płac w Polsce jego cena jest jedną z wyższych w Europie, a po podwyżkach 30-proc. byłaby wyższa niż w Wielkiej Brytanii czy Hiszpanii.

Inflacja - zjawisko globalne


Pocieszające jest jedynie to, że inflacja jest dziś problemem ogólnoświatowym nie tylko naszym, polskim. W Niemczech to 2,7 proc., Stany Zjednoczone 4,3 proc., Brazylia 4,6 proc., Rosja - drastyczny poziom - 12,6 proc., Chiny 7,1 proc., nawet Japonia, gdzie mieliśmy do czynienia z deflacją z poziomu minus 0,2 proc., wzrosła w 2008 r. do poziomu 0,7 proc., to jak na Japonię bardzo wysoki wzrost.

Drogie surowce

Drożeją też ceny surowców na świecie. Szacuje się ten wzrost na poziomie ok. 10 proc. Rosną ceny złota, platyny, ceny stali. Rosną ceny pszenicy, cukru, kawy. Ta hossa trwa już od 2001 r. i wygląda na to, że szybko się nie skończy.

W większej mierze powodem tych wzrostów są czynniki spekulacyjne, niż fundamentalne. Wystarczy spojrzeć na naszą gospodarkę: czynniki fundamentalne są całkiem obiecujące. W Polsce do sporego zamieszania przyczyniła się też paniczna ucieczka inwestorów z giełdy. Mówi się, że wycofano w tym czasie od 20-40 mld zł środków.

Złe szacunki

Inflacja w Polsce w stosunku do ubiegłego roku, kiedy to wynosiła 1,6 proc. wzrosła dziś do poziomu 4,3 proc. Można założyć, że inflacja osiągnie poziom 5, a nawet 6 proc. Wtedy okaże się, że RPP znowu nie trafiła w cel inflacyjny, przestrzeliła swoje oczekiwania o 100 czy 200 proc. Natomiast szacunki wiceministra Stanisława Gomułki to inflacja na poziomie 3,5 proc.

Kolejne wydatki - emerytury

W tym roku czeka nas też waloryzacja rent i emerytur o 6,5 proc., to nowy wydatek. Tymczasem związki zawodowe domagają się 9 proc. waloryzacji. Każdy punkt procentowy w waloryzacji to miliard złotych, które będzie musiało wyłożyć państwo. Rośnie też presja płacowa, której trzeba będzie sprostać.

Być może byłoby nam łatwiej, gdybyśmy mieli większą możliwość wykorzystania unijnych środków pomocowych. Te jednak się opóźniają, na sytuację narzekają przedsiębiorcy, że dostępność tych środków do połowy roku będzie praktycznie żadna.

Inflacja zje pensje

Nowy rząd stoi zatem przed bardzo poważnymi wyzwaniami. Interwencji i podjęcia decyzji wymaga dziś już nie tylko służba zdrowia, oświata czy wypłaty emerytur z II filara, ale również kwestie związane z polityką pieniężną, kursową i płacową czy wreszcie z rosnącymi kosztami utrzymania.

Tych problemów nie rozwiążą zapowiedzi wprowadzenia podatku liniowego, to raczej pogłębi tylko kłopoty budżetowe. Będzie też niewątpliwie niekorzystny dla najbiedniejszych obywateli, którzy dziś realnie płacą ok. 14-proc. stopę podatkową, a mowa jest o 19 proc. podatku. Dla nich będzie to podwyżka, a nie obniżka.

W kolejnych 100 dniach rządzenia oczekiwać należy odpowiedzi od rządu, w jakim kierunku Polska powinna się rozwijać. Jak zmierza się on z tym poważnym wyzwaniem, kiedy Polacy jesienią policzą sobie jak bardzo wzrosły koszty utrzymania.

Autor: Janusz Szewczak, Gazeta Finansowa

Archiwum

Etykiety