Dawno mnie tu nie było,
zaniedbałem was...
Wiem, to przykre. Postaram się poprawić. Przestałem zajmować się polityką?
Jednak najważniejsze teraz jest gotowanie.
Pieczę chleb
Jeżdżę na wieś...
Kucharzę gulasze ...
To nie jest bardzo skomplikowane, to natura pięćdziesięciolatka? Wolę wodę, łódź, las i ptactwo ....
Zapraszam
Marek
Czas
wtorek, 25 listopada 2014
Autor: centrum o 12:05 0 komentarze
Ruch oburzonych w badaniach
poniedziałek, 13 maja 2013
57 proc. Polaków słyszało o ruchach "oburzonych" w różnych krajach UE. Prawie tyle samo (58 proc.) zaliczyłoby się do oburzonych, czyli ludzi sfrustrowanych kryzysem i pogarszającymi się warunkami życia.
CBOS podkreśla, że relacjonowane szeroko w mediach protesty "oburzonych" w takich krajach jak Grecja, Hiszpania czy Cypr zapadły ankietowanym lepiej w pamięć, niż próba instytucjonalizacji "oburzonych" w Polsce, czyli powołanie Platformy Oburzonych. O ruchach działających w krajach UE słyszało 57 proc. Polaków, tymczasem o polskiej inicjatywie - 42 proc.
Badanie pokazało ponadto, że blisko trzy piąte Polaków (58 proc.) czuje potrzebę publicznego wyrażenia swej frustracji z powodu negatywnie ocenianych warunków materialnych własnego życia i zaliczyłoby się w związku z tym do grupy "oburzonych". Nieco ponad jedna trzecia badanych (36 proc.) nie czuje się sfrustrowana skutkami kryzysu gospodarczego i w związku z tym do "oburzonych" się nie zalicza.
Autor: centrum o 09:27 0 komentarze
Polak ma szanse na Nobla
czwartek, 30 września 2010
Szanse Adama Zagajewskego na literackiego Nobla bukmacherzy z brytyjskiego domu Ladbrokes oceniają bardzo wysoko - w stosunku 8 do 1 - podaje BBC. Obserwatorzy uważają, że po 14 latach nagradzania powieściopisarzy i dramaturgów przyszedł czas na poetę.
Na pierwszym miejscu w rankingu zakładów Ladbrokes jest 80-letni szwedzki poeta Tomas Transtroemer (5 do 1), za nim w stosunku 8 do 1 są obstawiani trzej inni poeci: Koreańczyk Ko Un, Syryjczyk Adonis i Adam Zagajewski. Ostatni raz Akademia Szwedzka wyróżniła autora poezji aż 14 lat temu - w 1996 roku nagrodzono Wisławę Szymborską, a rok wcześniej Irlandczyka, Seamusa Heaneya.
Nazwisko Adama Zagajewskiego przewija się w noblowskich rankingach juz od lat. Ten jeden z najbardziej znanych i cenionych polskich poetów 21 czerwca skończył 65 lat. Na urodziny poety do księgarń trafił tom jego "Wierszy wybranych", najobszerniejszy, a jednocześnie najbardziej osobisty zbiór wierszy poety, wybranych przez niego samego. Pozwala to czytelnikowi prześledzić zmiany poetyki Zagajewskiego - od wczesnych, buntowniczych utworów z czasów Nowej Fali, po refleksyjne i klasycyzujące teksty z lat późniejszych.
czytaj dalej
Autor: centrum o 11:25 0 komentarze
Etykiety: nagroda nobla
Cena za rosyjski gaz
środa, 30 grudnia 2009
Rozmowa z DOMINIKIEM SMYRGAŁĄ, dyrektorem Republikańskiego Centrum Idei Fundacji Republikańskiej, ekspertem ds. Energii.
Jak Pan ocenia umowę gazową z Rosją wynegocjowaną przez wicepremiera Waldemara Pawlaka?
- Uważam, że to bardzo niekorzystne dla Polski porozumienie. Po pierwsze, na długo uzależnia nas od importu gazu z jednego kierunku. Po drugie, w praktyce powoduje, że inne projekty dywersyfikacyjne stają się mało opłacalne. Po trzecie wreszcie, może wprowadzić Państwowe Górnictwo Naftowe i Gazownictwo w kłopoty finansowe.
Na czym mogą polegać te kłopoty?
- Jeżeli światowe koncerny, zwłaszcza amerykańskie, takie jak Chevron, Exxon Mobil czy Marathon Oil, zaczynają w Polsce szukać gazu i ubiegają się o koncesje, to jest bardzo prawdopodobne, że w ciągu owych 27 lat - a tyle będzie obowiązywał kontrakt z Rosją - zdołają tutaj rozwinąć opłacalną produkcję. Wtedy może się okazać, że rynek sprzedaży jest dla PGNiG zbyt mały i nasza firma zostanie z ogromnymi ilościami gazu, których nie będzie mogła sprzedać. To oczywiście tylko jeden z możliwych wariantów rozwoju sytuacji, ale w ciągu prawie 30 lat, w trakcie których obowiązywała będzie umowa z Rosją, trzeba się liczyć także z takimi sytuacjami.
Waldemar Pawlak argumentuje jednak, że państwa zachodnie również podpisują długoterminowe kontrakty na dostawy gazu.
- Tak, ale mają one przeważnie dwóch, albo trzech dostawców i są to kontrakty cząstkowe. Podpisuje się długoterminowe umowy na dostawę np. 30 proc. wolumenu gazu, na jaki jest zapotrzebowanie. W sytuacji, gdy ma się jednego dostawcę, branie od niego 70 proc. nie jest rozsądne.
Podpisanie kontraktu na tak długi okres stawia pod znakiem zapytania sensowność budowy gazoportu.
- PGNiG twierdzi, że zużycie gazu w Polsce cały czas rośnie, więc gazoport tak czy inaczej będzie potrzebny. Ja jednak pamiętam szacunki z lat 90., które przewidywały, że ok. 2010 roku zużycie gazu wyniesie między 28 a 42 mld metrów sześciennych. Tymczasem nigdy nie doszło ono do 15 mld metrów sześciennych, a w bieżącym roku spadło.
Jakie mogą być sposoby dywersyfikacji dostaw gazu do Polski?
- Jeden z nich stanowi budowa gazoportu. To wprawdzie inwestycja dość droga, ale ma dużą zaletę - pozwala kupować gaz w tzw. kontraktach spotowych, tzn. według potrzeb, zamawianych nawet ad hoc. Światowy rynek gazu na skutek rozwoju technologii transportowania tego surowca drogą morską zaczyna się rozwijać. To prowadzi czasami do zaskakujących sytuacji: w dostawach spotowych gaz w terminalach morskich na zachodzie Europy bywa tańszy niż gaz rosyjski importowany rurociągami. Drugi sposób dywersyfikacji to budowa gazociągu po dnie Bałtyku z krajów skandynawskich do Polski. Taka umowa została już zawarta, ale rząd Leszka Millera doprowadził do jej zerwania. Drugiej umowy jak dotąd nie udało się podpisać. Pocieszające jest to, że zachodnie koncerny energetyczne, nastawione wszak w pierwszej kolejności na zysk, a nie na politykę, starają się inwestować w naszym kraju. Twierdzą one w dodatku, że złoża gazu w Polsce są znacznie większe niż utrzymuje PGNiG.
Co Polska powinna teraz zrobić: podpisać układ wynegocjowany przez wicepremiera Pawlaka, czy zrezygnować z niego?
- Mam wrażenie, że rząd zaczął się wahać w tej sprawie. Na pewno podpisanie kontraktu na tak długi okres nie jest dla nas dobre i w tym kierunku nie należy iść. Nasze braki wynoszą obecnie 2,5 mld m sześc. Być może uda się dogadać z jakimiś zachodnimi koncernami i dotrwać do momentu uruchomienia gazoportu. Tym bardziej, że gaz nie jest teraz jakimś szczególnie istotnym elementem polskiego bilansu energetycznego. Istotna jest jeszcze jedna rzecz - klauzula "take or pay" umieszczana przez Gazprom w umowach, która powoduje, że jeżeli odbiór gazu jest mniejszy od ustalonej wielkości, klient i tak płaci jakby odebrał wszystko. Nawet więc gdybyśmy nie potrzebowali dużo gazu i zmniejszyli odbiór i tak zapłacimy za całość. Tak więc tani rosyjski gaz może się ostatecznie okazać drogi.
Rozmawiał: Paweł Stachnik
Policja i ORACLE
poniedziałek, 2 listopada 2009
Policja chce zerwać niekorzystną dla siebie umowę z amerykańskim gigantem informatycznym Oracle, ustalił "Dziennik Gazeta Prawna". Dlatego ogłosiła wśród funkcjonariuszy konkurs na nowy Krajowy System Informacyjny Policji. Zwycięzca ma szansę zdobyć 20 tys. zł. (Śmieszna kwota).
KSIP to jedna z największych polskich baz danych. Zawiera m.in. informacje o wszystkich (12,5 mln) przestępstwach oraz o 8,5 mln osób. Ten działający od 1998 r. program został stworzony przez Oracle. Firma została wybrana w systemie bezprzetargowym.
Niestety policja nie ma dostępu do kodu źródłowego systemu. W praktyce oznacza to, że Amerykanie mogą mieć nieskrępowany dostęp do najbardziej poufnych informacji polskiego państwa. Na dodatek każda zmiana w systemie wymaga podpisywania dodatkowych, płatnych umów z Oracle. Do dziś kosztowało to policję blisko 200 mln zł.
Policjanci, którzy wystartują w konkursie, mają za zadanie przedstawić koncepcję nowego systemu. Zwycięzca dostanie 20 tys. zł. Według jego projektu wyłoniona później w przetargu firma zbuduje KSIP.
Autor: centrum o 10:33 0 komentarze
Etykiety: firma, Oracle. Policja
Putin szaleje...
Premier Rosji Władimir Putin zaapelował do Unii Europejskiej, by ta udzielając kredytów pomogła Ukrainie uregulować należności za rosyjski gaz. Putin poinformował, że Rosja zapłaciła już Ukrainie 2,5 mld dolarów za tranzyt rosyjskiego gazu. - Unia Europejska mogłaby choć miliard dolarów przekazać Ukrainie. Niech Unia Europejska sypnie groszem - powiedział Putin na konferencji prasowej.
Premier Rosji zaznaczył, że dotychczas Ukraina wypełniała swoje zobowiązania ws. opłat za gaz. Putin zasugerował, że Unia mogłaby, jak się wyraził, "podrzucić choćby miliardzik (dolarów)".
- Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) mówi, że Ukraina nie ma problemów z pieniędzmi, że pieniądze są - powiedział Putin. Powołał się na słowa premier Ukrainy Julii Tymoszenko, która utrzymuje, że przekazanie pieniędzy z banku centralnego na opłaty blokuje prezydent.
- Nie ingerujemy w politykę wewnętrzną Ukrainy w czasie kampanii wyborczej - dodał.
Rosja, jak pisze AFP, często jest oskarżana o uciekanie się do różnych sposobów wpływania na ukraińską scenę polityczną. Agencja dodaje, że obecny prezydent Wiktor Juszczenko - skłócony z premier Julią Tymoszenko przeciwnik prorosyjskiego Wiktora Janukowycza - jest od wielu lat antypatią Kremla.
Wszelkie oznaki możliwego konfliktu gazowego między Rosją a Ukrainą zawsze wywołują niepokój Unii, która czwartą część gazu otrzymuje z Rosji, przy czym 80 proc. - tranzytem przez Ukrainę.
Premier Putin ostrzegł w niedzielę Unię Europejską, że znów mogą wystąpić problemy z tranzytem rosyjskiego gazu ziemnego przez terytorium Ukrainy. Zdaniem Putina, Kijów może mieć trudności z zapłatą za rosyjskie paliwo.
Szef rosyjskiego rządu wystąpił z tym ostrzeżeniem w rozmowie telefonicznej z premierem Szwecji Fredrikiem Reinfeldtem. Kraj ten w bieżącym półroczu sprawuje przewodnictwo w UE
Putin ostrzegł Unię Europejską
Putin ostrzegł wczoraj Unię Europejską, że znów mogą wystąpić problemy z tranzytem rosyjskiego gazu ziemnego przez terytorium Ukrainy. Zdaniem Putina, Kijów może mieć trudności z zapłatą za rosyjskie paliwo.
Szef rosyjskiego rządu wystąpił z tym ostrzeżeniem w rozmowie telefonicznej z premierem Szwecji Frederikiem Reinfeldtem. Kraj ten w tym półroczu sprawuje przewodnictwo w UE.
- W toku rozmowy Władimir Putin zwrócił uwagę kierownictwa Unii Europejskiej na napływające z Kijowa, w tym kanałami oficjalnymi, sygnały o możliwych problemach z zapłatą za rosyjski gaz - poinformowała służba prasowa premiera Rosji.
Autor: centrum o 10:21 0 komentarze
Włamanie na stronę UW
Zablokowana rano po ataku hakerów strona Uniwersytetu Warszawskiego znów działa. Władze UW zapewniają też, że o sprawie powiadomiły prokuraturę i policję. O włamaniu poinformowali nas na Kontakt TVN24 sami hakerzy.
Strona już działa, pojawił się na niej komunikat: - Informujemy, że w nocy z niedzieli na poniedziałek dokonano włamania na stronę internetową Uniwersytetu Otwartego Uniwersytetu Warszawskiego. Władze Uczelni złożyły w tej sprawie doniesienie do prokuratury i na policję. Strona i znajdujące się na niej dane są bezpieczne. W związku z zaistniałą sytuacją Uniwersytet Warszawski zleci audyt zewnętrzny systemu informatycznego.
Audyt się przyda, bo rano wystarczyła zwykła przeglądarka internetowa, żadnych dodatkowych programów hakerskich, żeby na stronie Uniwersytetu Otwartego Uniwersytetu Warszawskiego odczytać poufne dane.
- Można bez problemu przeglądać dane osobowe studentów i nauczycieli - adres zameldowania, nr. pesel i dowodu osobistego - napisali na Kontakt TVN24 hakerzy m0rph i b00y4k4 z zespołu "devilteam". Dostępne były też informacje, kto i ile winny jest za edukację, można było poznać adres, telefon, e-mail studentów i pracowników. Wszystko, co potrzebne, by np. móc podszywać się pod innych. Na stronie hakerzy pozostawili wpisy, m.in. "m0rph aKa d3vilteam ! gr33tz for t0rt1lla from McDonald !...
Szybka reakcja administracji
W weekend trwały prace nad stroną, zostały dodane nowe funkcje. Strona była testowana i być może ktoś wtedy to wykorzystał. Rzeczniczka UW Anna Korzekwa zapytana o sytuację, przerażona wykrzyknęła - O matko! Po kilkudziesięciu minutach od naszego pierwszego telefonu poinformowała jednak, że strona została zablokowana.
- Na samej stornie internetowej te dane nie były nigdy udostępniane, jedynie w korespondencji listownej dotyczącej podpisywania umów. Jestem nieprzyjemnie zaskoczona - mówi.
Przyczyny?
Zewnętrzna firma, która wykonała stronę tłumaczy, że nie jest możliwe, aby luka w zabezpieczeniach pojawiła się bez ingerencji z zewnątrz. Przedstawiciel tej firmy podkreślił również, że wraz z modyfikacją strony przez hakerów (dokonanie wpisów), sprawa nabrała charakteru przestępstwa. Strona była w weekend aktualizowana wraz z najnowszymi zabezpieczeniami.
Zdaniem rzeczniczki UW przyczyną luki mogła być właśnie aktualizacja. - W weekend trwały prace nad stroną, zostały dodane nowe funkcje. Strona była testowana i być może ktoś wtedy to wykorzystał - powiedziała. - Ktoś dokonał przestępstwa, ten system nie był wadliwy - podkreśliła wyznając, że od samego początku istnienia witryna była obiektem intensywnych ataków hakerów.
Autor: centrum o 10:18 0 komentarze
Etykiety: Uniwersytet warszawski
Co wkładamy do trumny
sobota, 31 października 2009
Dziś podobnie jak 6 tysięcy lat temu zmarłych chowa się z przedmiotami, z którymi się nie rozstawali. Rodzina często wkłada do trumny okulary, telefon komórkowy i alkohol. Alkohol najczęściej wkładają koledzy zmarłego. Rzadziej robi to najbliższa rodzina. Zwyczaj kultywowany jest głównie na wsiach lub w małych miasteczkach.
- W Środzie Śląskiej chowa się skromnie i z tradycją. Nie ma jakichś ogromnych pogrzebów z pompą, które latami się pamięta. Zdarza się, że znajomi wkładają zmarłemu do trumny butelkę wina lub tak zwaną małpkę - opowiada Kazimierz Wasilewski, administrator Cmentarza Komunalnego. Jego zdaniem w tej tradycji nie ma nic gorszącego. Jednak skandaliczne i kontrowersyjne są nowoczesne reklamy trumien i urn. - W naszej trumnie będziesz wyglądał jak żywy. Tak ogłasza się pewna firma stolarska ze wschodu Polski. Kolejny przykład: Kup naszą trumną dziś, bo jutro może być za późno - wylicza pan Kazimierz.
Pogrzeb ze skrzypcami
Zdaniem przedsiębiorców pogrzebowych, co trzecia rodzina na Dolnym Śląsku pozostawia zmarłemu przedmioty, z którymi był związany. Oprócz różańca i książeczki do nabożeństwa nieboszczykowi wkładają do trumny okulary, laskę, obrączkę ślubną lub biżuterię. Kilka lat temu w Sobótce razem ze skrzypcami pochowano pewnego muzyka. Człowiek ten przez całe życie nie rozstawał się z instrumentem.
- Miałem raz przypadek, kiedy żałobnicy chcieli pochować niepełnosprawnego staruszka razem z wózkiem inwalidzkim. Na szczęście udało mi się ich przekonać, że wózek ulegnie zniszczeniu, a tak może jeszcze służyć chorym np. w hospicjum - tłumaczy Zbigniew Kaczmarek z zakładu pogrzebowego w Sobótce.
O przedwczesnych pochówkach
W latach 70. opublikowano "Dysertację o niepewności oznak śmierci i pomyłce przedwczesnych pochówków". Zbiorowy raport anatomopatologów i lekarzy sądowych poruszał problemy złych diagnoz lekarskich wobec żyjących uznanych za zmarłych. Szczególnie po wojnie w Wietnamie, wyszło na jaw, że rannych i nieprzytomnych żołnierzy pochopnie uznawano za zmarłych. Po otwarciu wieka ciała były w wykręconych pozycjach. Miało to świadczyć o desperackich próbach wydostania się z metalowej trumny.
Po nagłośnieniu przypadków w ludziach narodził się strach przed obudzeniem w grobie. - Do dziś w Stanach sprzedaje się trumny za parę tysięcy dolarów. Pod głową znajduje się schowek z zapasem żywności i wody. Najważniejszy w zestawie jest radiotelefon, przez który można wezwać pomoc - informuje Grzegorz Litwa, jeden z pracowników zakładu pogrzebowego we Wrocławiu.
Również w Polsce wiele osób chowa nieboszczyka z telefonem. Głównie jednak z tego powodu, że rodzina nie wie, co zrobić z komórką. - Spotkałem się z pozostawianiem przy zmarłym monet, biżuterii lub protez. Dzieci chowa się z ulubionymi maskotkami lub resorówkami. Obecnie mniej pochówków odbywa się z butelką wódki - przyznaje Damian Lech, szef Glorii, największego zakładu pogrzebowego w mieście.
Niestety tylko drobne przedmioty mogą znajdować się przy zwłokach przeznaczonych do kremacji. Obostrzenia wprowadzono po awarii pieca do spopielania zwłok. - Istnieje bezwzględny zakaz kremowania ciała z jakimikolwiek płynami. Stopione szkło może doprowadzić do zabrudzenia szlamu i uszkodzenia drogiego pieca. Nie wolno też kremować ludzi z rozrusznikiem serca. W podgrzanym urządzeniu wytwarza się ciśnienie i pojemnik może eksplodować - informuje Władysław Zabłocki, kierownik krematorium na Psim Polu.
Autor: centrum o 12:44 0 komentarze
Etykiety: Polsce, polska, Święto zmarłych
Hazard w Polsce bez kontroli
"Od początku listopada 2009 r. hazard w 100 proc. będzie nadzorowany przez Służbę Celną, którą jednocześnie pozbawiono realnych możliwości skutecznej walki z patologiami w tym sektorze" - alarmuje Związek Zawodowy Celnicy Pl w liście do premiera Donalda Tuska, udostępnionym "Rzeczpospolitej".
Ten dramatyczny apel to efekt zmian w ustawie o Służbie Celnej obowiązujących od 1 listopada. W ich efekcie całkowitą kontrolę nad kasynami i punktami z automatami do gry (jest ich ok. 50 tysięcy) przejmuje 16 tysięcy funkcjonariuszy celnych. Do tej pory kontrolowali oni jednorękich bandytów tylko pod kątem ich legalności. Wszystkie inne aspekty ich działania były sprawdzane przez służby skarbowe.
Problem w tym, że celników nie wyposażono w odpowiednie uprawnienia operacyjno-rozpoznawcze. - Bez nich skuteczna walka z patologią będzie fikcją - ostrzegają.
Autor: centrum o 12:41 0 komentarze
Niebezpieczne zasilacze do komputerów
Zainteresuj się
Firma Sony wycofa z rynku 69 tys. adapterów przeznaczonych do komputerów Vaio. Powód? Feralne adaptery mogą porazić prądem.
Wadliwa konstrukcja niektórych z adapterów wykorzystywanych w komputerach Vaio może doprowadzić do krótkiego spięcia, a co za tym idzie - zagrożenia dla użytkownika. Nie należy jednak popadać w panikę - dotychczas do centrali Sony trafiły jedynie cztery zgłoszenia.
Wadliwe zasilacze mają sygnaturę VGP-AC19V17 i zostały wykorzystane w komputerach o sygnaturach: VGC-LT, VGC-JS240, VGC-JS250, VGC-JS270 oraz VGC-JS290 - te serie były sprzedawane od września 2007 roku. Dodatkowo feralne adaptery pojawiły się także w stacjach dokujących dla VGP-PRBX1 i VGP-PRFE1 (sprzedawane od września 2005 roku).
Jeśli posiadamy potencjalnie niebezpieczny adapter, Sony radzi, aby wyłączyć komputer, odłączyć adapter i przestać go używać. Potem należy skontaktować się z Sony w celu otrzymania informacji o wymianie baterii. Sony podaje, że pozostałe zasilacze powinny działać bez zarzutu.
Nie jest to pierwsza wymiana przeprowadzana przez Sony. Również inni giganci elektroniki mają regularnie problemy z bateriami oraz adapterami. Jakie są tego powody? Często podczas produkcji tego typu urządzeń zapada decyzja o wdrożeniu jak największych oszczędności - wystarczy jeden tańszy komponent, który z czasem okazuje się wadliwy, a intensywnie eksploatowana bateria lub adapter mogą stać się groźne.
Autor: centrum o 12:39 0 komentarze
Etykiety: komputery
Stalin wiecznie żywy
"Stalin w ciągu kilku lat przekształcił na wpół martwy kraj w światowe mocarstwo". Lider Komunistycznej Partii Federacji Rosyjskiej (KPRF) Giennadij Ziuganow oświadczył, że oceniając epokę Józefa Stalina nie można koncentrować się na wydarzeniach - jak to ujął - "jednego czy dwóch tragicznych lat".
Zdaniem przywódcy KPRF, Stalina należy oceniać na podstawie dokonań 30 lat jego rządów. Ziuganow mówił o tym podczas plenum Komitetu Centralnego KPRF, które zebrało się w tym dniu w miejscowości Posiołok Moskowskij koło Moskwy. Zgromadzenie to podjęło decyzję o rozpoczęciu przygotowań KPRF do uczczenia przypadającej w 2010 roku 130. rocznicy urodzin Stalina, 140. rocznicy urodzin Włodzimierza Lenina i 65. rocznicy zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami.
"Wykorzystać uroczyste zebrania i inne okolicznościowe imprezy do demonstrowania historycznego znaczenia socjalistycznej rewolucji, propagowania społeczno-gospodarczych osiągnąć socjalizmu, jego doniosłej roli w rozgromieniu sił faszyzmu w Europie i Azji w 1945 roku" - głosi specjalna uchwała KC KPRF.
Ziuganow podkreślił, że Stalin "w ciągu kilku lat przekształcił na wpół martwy kraj w światowe mocarstwo". "Rekomendowałbym wszelkim władcom Rosji, aby oceniając tę czy inną epokę, nie sprowadzali wszystkiego do tragedii tego czy innego roku" - powiedział. "Stalina należy oceniać na podstawie dokonań 30 lat jego rządów" - dodał.
W ten sposób przywódca KPRF odniósł się do piątkowego wystąpienia prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa, który oświadczył, że represje polityczne pod rządami Stalina, to jedna z największych tragedii w historii jego kraju. Miedwiediew wskazał też, że niedopuszczalne jest usprawiedliwianie tych, którzy unicestwiali własny naród. "Jestem przekonany, że żadne cele rozwojowe, sukcesy i ambicje nie mogą być osiągane za cenę ludzkiego bólu i strat" - powiedział prezydent. "Dla represji nie ma żadnego usprawiedliwienia" - zaznaczył.
W piątek w Rosji obchodzono Dzień Pamięci Ofiar Represji Politycznych.
Autor: centrum o 12:23 0 komentarze
Epidemia grypy A/H1N1
Ministerstwo Spraw Zagranicznych pomaga polskim służbom ochrony zdrowia w wymianie informacji ze stroną ukraińską w związku z epidemią grypy A/H1N1 w tym kraju - poinformował w Warszawie szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski.
Jak podkreślił, MSZ nie jest wiodącym resortem w tej sprawie, ale udziela pomocy ministerstwu zdrowia i służbom sanitarnym. "W piwnicy MSZ nie mamy zapasów masek, czy szczepionek, więc nasza rola jest usługowa. Pomagamy naszym własnym służbom ochrony zdrowia w informowaniu ich na bieżąco o sytuacji na Ukrainie i w wymianie informacji z władzami ukraińskimi" - powiedział na konferencji prasowej Sikorski.
W związku z epidemią grypy A/H1N1 w dziewięciu regionach Ukrainy ogłoszono w piątek kwarantannę, w całym kraju zamknięto placówki oświatowe i odwołano imprezy masowe. Media odnotowują, że zaczyna brakować leków i narasta panika. Kijów poprosi o pomoc państwa, które posiadają szczepionki przeciw wirusowi nowej grypy.
-Myślę, że epidemia pokazuje, jak bardzo współczesne problemy są problemami, które jedno państwo w pojedynkę nie może załatwić. To jest klasyczny problem transgraniczny - ocenił minister.
Wiceminister zdrowia Adam Fronczak powiedział, że na terenie Polski do tej pory nie odnotowano żadnych niepokojących zdarzeń, które mogłyby wskazywać na wzrost zagrożenia epidemią grypy.
Prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko poinformował w sobotę, że epidemia grypy na Ukrainie zabiła dotychczas 48 osób, zachorowało już ponad 150 tysięcy. Władze ukraińskie nie wyodrębniają danych dotyczących liczby zmarłych wskutek zarażenia wirusem grypy A/H1N1 i zmarłych w wyniku "grypy i ostrych infekcji górnych dróg oddechowych.
Autor: centrum o 12:20 0 komentarze
Etykiety: A/H1N1, Grypa, Szczepienia
Rosja ćwiczyła atak atomowy na Polskę
Odparcie ataku na Gazociąg Północny, desant na plażę imitującą polskie wybrzeże, stłumienie powstania wywołanego przez polską mniejszość na Białorusi i testy samolotów rosyjskich sił jądrowych – tak według informacji „Wprost” wyglądały niedawne rosyjsko-białoruskie manewry wojskowe „Zapad” i „Ładoga”.
Według Ośrodka Studiów Wschodnich, we wrześniowych ćwiczeniach uczestniczyło łącznie 30 tys. żołnierzy. Ich głównym punktem było tłumienie powstania wywołanego na Białorusi przez polską mniejszość narodową. Z rządowej notatki, do której dotarł „Wprost", wynika, że to Polska odgrywała w tych manewrach rolę „potencjalnego agresora". Charakter manewrów tylko teoretycznie był jednak obronny.
„Większość rozgrywanych epizodów (…) wskazuje na zdecydowanie ofensywny charakter działań” – czytamy w dokumencie. Z naszych ustaleń wynika, że w ramach tych manewrów rosyjsko-białoruskie wojska ćwiczyły m.in. odparcie ataku na Gazociąg Północny na Bałtyku oraz desant na plaże obwodu kaliningradzkiego, która ukształtowaniem terenu miała przypominać polskie wybrzeże.
Szef resortu obrony Bogdan Klich ocenił niedawno, że białorusko-rosyjskie ćwiczenia wojskowe to "manifestacja siły". Wyraził zdziwienie skalą manewrów za wschodnią granicą Polski i tym, że tamtejsze wojska ćwiczą odparcie ataku państw NATO.
Minister obrony narodowej wyraził przekonanie, że Polska nie ma się czego obawiać, ponieważ jest członkiem NATO, dysponuje wystarczającym potencjałem wojskowym oraz zdolnościami dyplomatycznymi, żeby przeciwstawić się jakiejkolwiek próbie nacisku na nasz kraj.
Autor: centrum o 12:10 0 komentarze
Oasis of the Seas
Największy statek pasażerski zwodowany
Największy i najdroższy statek pasażerski, jaki kiedykolwiek zbudowano, "Oasis of the Seas" został przekazany w środę w fińskiej stoczni STX w Turku firmie Royal Caribbean. Statek kosztował 900 milionów euro. Ma 360 m długości - o 22 m więcej niż uważany dotychczas za największy na świecie "Freedom of the Seas". Jest szeroki na 47 m, ma 16 pokładów i wystaje na 65 m ponad poziom morza. Wyporność to 225 282 ton.
"Oasis of the Seas" może zabrać na pokład 6630 pasażerów i 2160 członków załogi. Ma 2700 kajut, w tym 28 na najwyższym pokładzie oraz zajmującą 156 metrów kwadratowych kajutę specjalną z balkonem wielkości 78 metrów kwadratowych.
Statek oferuje wiele rozrywek. Ma 21 basenów, park wodny, kasyno, spa, butiki, restauracje i bary, w których pasażerowie będą mieli zapewnione zimne napoje, bo na statku można wyprodukować 50 ton lodu dziennie.
Pasażerowie potrzebujący silnych wrażeń będą mogli surfować, wspinać się na ściance wspinaczkowej albo zjechać z jednej strony statku na drugą na tyrolce. Pozostali będą mogli obejrzeć sztukę teatralną prosto z Broadwayu lub rewię na lodzie.
Około 12 tys. roślin, w tym prawdziwe drzewa, ozdabiają przestrzeń publiczną statku, która stanowi 40 proc. jego powierzchni.
Zamówionego w 2006 roku olbrzyma budowało tysiące robotników. Wykorzystano do tego 525 tys. metrów kwadratowych płyt stalowych (powierzchnia równa 72 boiskom piłkarskim), 5 tys. kilometrów kabli elektrycznych, 90 tys. metrów kwadratowych wykładzin. Statek może produkować 4,1 miliona litrów słodkiej wody dziennie.
"Oasis of the Seas" opuści stocznię w Turku w piątek i wypłynie do swojego portu macierzystego w Fort Lauderdale na południowym wschodzie Stanów Zjednoczonych. Następnie w grudniu wypłynie w swój pierwszy rejs z pasażerami do Labadee na Haiti.
Autor: centrum o 11:50 0 komentarze
Etykiety: Oasis Seas, Statek, Stocznia
Polski lektor zamordowany
wtorek, 18 listopada 2008
.. w Kirgistanie
Maciej Chowaniok, związany z Uniwersytetem Śląskim w Katowicach lektor języka polskiego, został zamordowany w Kirgistanie. Miał 28 lat.
Rzeczniczka UŚ Magdalena Ochwat powiedziała, że nie są na razie znane bliższe okoliczności śmierci. Wiadomo jedynie, że do morderstwa doszło ostatniej nocy, bardziej szczegółowych informacji ma wkrótce udzielić służba konsularna.
Według kirgiskiego portalu internetowego, ostatniej nocy do kirgiskiej milicji za pośrednictwem alarmowego telefonu 102 nadeszła wiadomość, że na chirurgię szpitala Ministerstwa Zdrowia w Biszkeku przywieziono ciężko rannego Polaka, z dwiema ranami od noża w okolicach szyi. Mężczyzna zmarł w wyniku upływu krwi, gdyż nóż przeciął tętnicę.
Miejscowa milicja prowadzi śledztwo w sprawie zabójstwa Polaka, a do Biszkeku udali się przedstawiciele ambasady RP w Kazachstanie, obsługującej także Kirgistan.
Maciej Chowaniok był lektorem języka polskiego w Biszkeku. W Kirgistanie przebywał drugi rok. Był związany z Zakładem Literatury Współczesnej Instytutu Nauk o Literaturze Polskiej im. Ireneusza Opackiego, a także ze Szkołą Języka i Kultury Polskiej. W trakcie studiów na UŚ prowadził działalność społeczną i naukową. Był m.in. przewodniczącym Międzywydziałowego Stowarzyszenia Dziennikarzy "Mosty". Redagował też serię zeszytów naukowych "Mosty: antropologia-medioznawstwo".
Jako pierwsze tę wiadomość podało radio RMF FM.
Autor: centrum o 13:34 0 komentarze
Prawda o UFO
poniedziałek, 20 października 2008
Ministerstwo obrony ujawnia prawdę o UFO - Odtajnione akta o UFO
Dobra wiadomość dla wszystkich, którzy są pewni, że UFO istnieje, a ich twierdzenia są przyjmowane z pobłażaniem. Ministerstwo Obrony Wielkiej Brytanii opublikowało właśnie w internecie akta z zeznaniami świadków, którzy spotkali kosmitów.
Na stronie internetowej Archiwów Narodowych odnajdziemy 19 plików akt zawierających raporty ze spotkań z UFO do jakich doszło w latach 1986-1992. W ciągu następnych czterech lat Ministerstwo Obrony planuje opublikowanie jeszcze dwustu podobnych akt.
Odnajdziemy więc mnóstwo świadectw naocznych świadków UFO, dokładne relacje spotkań z kosmitami wraz z datami, miejscami i szczegółowymi opisami tego co widzieli. Możemy przyjrzeć się przedmiotom, statkom kosmicznym i samym kosmitom gdyż teksty są bogato ilustrowane.
Historie niesamowite
Historie, które zawierają ujawnione akta, z pewnością nie należą do przeciętnych. Jedna z nich dotyczy lotu samolotu Alitalii, który w 1991 roku o mały włos nie zderzył się ze statkiem kosmicznym. Pośród świadectw odnajdziemy również relację pilota amerykańskich sił powietrznych, który dostał rozkaz zestrzelenia UFO. Pilot przelatywał właśnie nad Południową Anglią, kiedy jego radar wykrył statek kosmiczny.
Jeszcze bardziej niesamowita jest opowieść 73-letniej kobiety, która twierdzi, że w 1983 roku została zabrana na pokład statku kosmicznego w Basingstoke Canal w Aldershot. Inna mieszkanka Anglii utrzymuje, że tak naprawdę pochodzi z Syriusza, a jej statek kosmiczny, wraz z kilkoma innymi osobami na pokładzie, rozbił się w Brytanii podczas drugiej wojny światowej.
Głos ekspertów
Eksperci zajmujący się UFO mówią, że ujawnienie tych akt rzuca nowe światło na sprawę kosmitów.
- Archiwa Państwowe zrobiły świetną robotę. Teraz każdy można zerknąć na materiał źródłowy - rzeczy, które przybywają do Ministerstwa Obrony każdego dnia i przyjąć własną opinię na ten temat - mówi doktor David Clarke z Sheffield Hallam University. Więcej na witrynie: http://nationalarchives.gov.uk/
Darmowy internet w Polsce?
UKE ogłosi przetarg na bezpłatny internet?
Kto wygra przetarg, ten będzie musiał zaoferować bezpłatny dostęp do internetu
Perspektywa darmowego internetu dla Polaków jest coraz bliższa. Urząd Komunikacji Elektronicznej przygotowuje przetarg, jakiego dotąd nad Wisłą nie było. Zwycięzca będzie musiał zagwarantować bezpłatny dostęp do sieci tym, których na surfowanie nie stać - pisze "Gazeta Wyborcza".
W tym tygodniu do konsultacji ma trafić projekt UKE dotyczący bezpłatnego dostępu do sieci w Polsce.
UKE zakłada, że w zamian za bezpłatną usługę mieszkańcy musieliby pogodzić się z pewnymi ograniczeniami. Każdy użytkownik musiałby najpierw zalogować się do sieci, podobnie jak do skrzynki e-mail. Jednorazowo mógłby surfować przez 30 minut, potem sesja byłaby zrywana i musiałby logować się od nowa. W ciągu miesiąca nie mógłby ściągnąć więcej niż 500 MB danych. - podaje gazeta.
Uprzykrzyć życie "ściągaczom"
- Internet powinniśmy traktować jako narzędzie cywilizacyjnego rozwoju, ale nie możemy jednocześnie zabić komercyjnej działalności - wyjaśnia konieczność wprowadzenia ograniczeń prezes UKE Anna Streżyńska. Jak dodaje, urząd chce przy tym uprzykrzyć życie tym, którzy mogliby nieodpłatny internet wykorzystywać do ściągania filmów, zamiast korzystać z niego w celach edukacyjnych albo po to, by znaleźć pracę. - To wymusi na operatorach poprawę jakości usług, za które klienci płacą - dodaje Streżyńska.
Jak w Ameryce!
Jak podaje dziennik, w przyszłym roku rusza konkurs na kilkanaście ogólnopolskich częstotliwości. Każdy ze zwycięzców dostanie licencję do końca 2025 r. Musi jednak spełnić jeden warunek: 20 proc. pasma musi być przeznaczone na nieodpłatny internet. Operator będzie ponadto zobligowany, by w przeciągu półtora roku od dnia wygrania przetargu rozpocząć świadczenie usług.
Jak wynika z danych GUS, ponad połowa gospodarstw domowych w ogóle nie ma dostępu do internetu. Poza dużymi miastami Polacy o szybkim internecie często mogą jedynie pomarzyć. Pomysł poprawy tej sytuacji przyszedł z USA, gdzie uznano, że internet należy się Amerykanom tak samo, jak drogi czy kanalizacja.
Autor: centrum o 03:55 0 komentarze
Etykiety: internet, Polacy, Przejąć internet
Śmierć Popiełuszki
Nowe fakty ws. śmierci ks. Popiełuszki
JAK NAPRAWDĘ ZGINĄŁ KAPELAN "SOLIDARNOŚCI"
Służby specjalne polskiego wojska mogły być zaangażowane w zamordowanie ks. Jerzego Popiełuszki - wynika z dokumentów i zeznań świadków, do których dotarli reporterzy "Superwizjera". Również Jan Żaryn z IPN ujawnił, że natrafił na materiały, które rzucają nowe światło na sprawę duchownego. IPN wszczął śledztwo w sprawie zamordowania ks. Popiełuszki po tym, jak do Instytutu trafiły dokumenty, rzucające nowe światło na najgłośniejszą zbrodnię stanu wojennego. Do tej pory znana była wersja wydarzeń, którą stanowiła podstawę wyroku na trzech funkcjonariuszy SB oraz ich przełożonego.
Grzegorz Piotrowski, Leszek Pękala i Waldemar Chmielewski mieli 19 października 1984 r. porwać księdza z jego samochodu, po drodze zakatować na śmierć, a zwłoki utopić w zalewie na Wiśle koło Włocławka. Czy rzeczywiście tak było? Prof. Jan Żaryn, szef Biura Edukacji Publicznej IPN ujawnił, że Instytut ma dokumenty, z których wynika, że przebieg wydarzeń był zupełne inny. Na ich podstawie można na nowo postawić pytania o to, kiedy zginął duchowny, w jakim miejscu został zamordowany i kto wydał rozkaz.
Manipulacje utrudniają dotarcie do prawdy
- Polityczni reżyserzy procesu toruńskiego próbowali ograniczyć liczbę odpowiedzialnych za tę zbrodnię. Do dnia dzisiejszego te manipulacje wokół procesu powodują pewną bezradność, co do jednoznacznego wskazana sprawców. Na poziomie politycznym były to najwyższe władze komunistyczne na czele z gen. Wojciechem Jaruzelskim. Również w MSW gen. Czesław Kiszczak był odpowiedzialny za tę zbrodnię – powiedział w TVN24 Żaryn.
Dodał, że historycy próbują wyjaśnić następujące hipotezy: czy ta zbrodnia stanowiła element polityki wyznaniowej przez wyżej wymienionych, czy fragment walk frakcyjnych między Jaruzelskim a Milewskim, czy też była próbą werbunku, która się nie powiodła.
Jego zdaniem, najbardziej prawdopodobna jest hipoteza, zgodnie z którą mord na księdzu Popiełuszce był wpisany w ówczesną politykę wyznaniową państwa komunistycznego. – Otrzymano instrukcje z Moskwy po wizycie Jana Pawła II w 1983 r., że należy podkręcić śrubę kościołowi, bo tam odnalazła się "Solidarność", która miała do dyspozycji kapłanów - powiedział Żaryn.
Reporterzy „Superwizjera” dotarli do dokumentów i świadków, według których w polityczny mord mogły być zaangażowane służby specjalne polskiego wojska. Czy trójka funkcjonariuszy SB skazanych za mord księdza była obserwowana przez oficerów WSW? Jak dziś po odbyciu kary byli esbecy opowiadają o zbrodni?
Rozmowa z Janem Żarynem i relacje świadków zostaną pokazane w magazynie TVN „Superwizjer”, w poniedziałek o 23.20. TVN24/PAP
Autor: centrum o 03:34 0 komentarze
Znów o drożejącej energii
poniedziałek, 22 września 2008
Ceny ropy i gazu, podobnie jak i większości surowców, utrzymują się na wysokim poziomie lub wzrastają. Jednym z powodów takiego stanu rzeczy jest dynamiczny rozwój Chin i Indii, które niczym pompy ssące, wysysają surowce ze światowych rynków, podbijając ich ceny. Fakt, iż cena ropy rosła w sytuacji, gdy tempo amerykańskiej gospodarki malało oznacza, iż została ona zdetronizowana z pozycji podstawowego motoru napędzającego światową gospodarkę.
Można jednak zapytać, dlaczego wzrasta cena energii w Polsce? Wszak nasza energetyka oparta jest w 96 proc. na węglu, którego zasoby, zarówno kamiennego, jak i brunatnego, mamy największe w Europie, a zapotrzebowanie, w przeciwieństwie do ropy i gazu, tak drastycznie nie rośnie.
Otóż odpowiedź: znajdziemy w polityce energetycznej Unii Europejskiej, która chce zmniejszyć o 20 proc. emisję dwutlenku węgla do atmosfery do roku 2020. Ponadto postanowiła zmniejszyć energochłonność gospodarki, zwiększyć zarówno zużycie energii odnawialnych, jak i zużycie biopaliw. Trzeba zaznaczyć, że niestety nie jest to korzystne dla Polski pod względem finansowym, gdyż w naszym kraju możliwości budowy hydroelektrowni są bardzo ograniczone, wykorzystanie energii słonecznej nadal jest znikome, nie można też wykorzystać do produkcji energii siły wiatrów, a zwiększenie udziału energii odnawialnych w bilansie energetycznym oznacza tym samym wzrost jej ceny.
Polska energetyka: oparta jest na węglu i pomimo dostosowywania się do wymogów unijnych taką pozostanie na poziomie 80-90 proc. Gdzie zatem tkwi problem i dlaczego prognozy na rok 2012 przewidują dwukrotny wzrost cen?
Otóż Unia Europejska wprowadza tzw. Trzeci Pakiet Energetyczny, na który w marcu 2007 roku na szczycie unijnym wyraził zgodę ówczesny premier Jarosław Kaczyński, a w marcu tego roku premier Donald Tusk go potwierdził. Ostatecznie pakiet ten zostanie oficjalnie przyjęty jesienią tego roku. Komisja Europejska jednakże już teraz wyznaczyła limity emisji dwutlenku węgla. Polska ma prawo do emisji 208,5 mln ton, a nasze zapotrzebowanie wynosi 280 mln ton rocznie. Dostosowanie się do tego poziomu oznaczałoby radykalne ograniczenia w rozwoju naszej gospodarki. Aby więc nie ograniczać naszych możliwości produkcyjnych, będziemy musieli kupować prawo do emisji ponad 70 mln ton. Według ocen przeprowadzonych z ramienia Unii koszt realizacji tej polityki energetycznej kosztować nas będzie 1,24 proc. dochodu narodowego. Trzeba jednakże zaznaczyć, że ta ocena kosztów jest zdecydowanie zaniżona, bowiem oparta była na prognozie wzrostu gospodarczego w latach 2005-2010 na poziomie 3,7 proc., a następnie na poziomie 4,6 proc. Niestety, rzeczywiste koszty będą znacznie wyższe. Należy je szacować na poziomie 2 proc. dochodu narodowego, a spadek rozwoju gospodarki w wyniku wzrostu cen energii wyniesie 1-1,5 proc.
Co więcej, będziemy musieli wyłączyć ... część mocy produkcyjnych w wyniku realizacji wymagań przyjętych w unijnej polityce. Zużycie energii systematycznie wzrasta, inwestycje są bardzo ograniczone, a większy import energii utrudniony z powodu niedostatecznie rozwiniętej sieci przesyłowej. Nie pozostaje nam zatem w tej sytuacji nic innego, jak wprowadzić niekorzystne racjonowanie energii.
Dzięki naszym zasobom węgla... mamy przewagę konkurencyjną w sektorze energetycznym, ale niestety polityka prowadzona przez Unię nie tylko ten nasz atut umniejsza, ale wprost go eliminuje.
Dlaczego Jarosław Kaczyński nie zaprotestował przeciwko takiej polityce unijnej wobec Polski, dlaczego nie przeciwstawił się jej Donald Tusk? Przecież po upadku komunizmu w Polsce odnotowano znaczny spadek różnego rodzaju zanieczyszczeń. W naszym kraju, w czasie obowiązywania protokołu z Kioto, emisja CO2 spadła o 32 proc., podczas gdy kraje unijne systematycznie zwiększały jego emisję. W latach 90. emisje pyłów do atmosfery zmniejszyliśmy o 57 proc., związków siarki o 48 proc., a związków azotu o 27 proc. Ilość ścieków nieczyszczonych odprowadzonych do rzek spadła o 70 proc.
Dziś Unia chce... prowadzić politykę ochrony środowiska kosztem głównie naszym i innych państw środkowoeuropejskich. Nie zezwala nam na wykorzystanie naszego naturalnego bogactwa, jakie mamy w postaci zasobów węgla kamiennego i brunatnego, poprzez swoje działania narzuca ceny energii, które wyhamowują nasz rozwój gospodarczy. Dla porównania dodam, że Niemcy uzyskały w tej kwestii upusty na emisje CO2 nawet dla producentów samochodów marek BMW i Mercedes...
Premier Kaczyński nie tylko nie wykorzystał w unijnych negocjacjach tego, co już zdołaliśmy uczynić, by zmniejszyć emisję zanieczyszczeń, ale aby poprawić swój wizerunek w Unii, lekką ręką zgodził się na drakońską dla Polski politykę energetyczną. Podobnie postąpił Donald Tusk, który potwierdził założenia przyjęte rok wcześniej, też bardziej dbając o swój wizerunek polityka "europejskiego” niż o polskie interesy.
Dla Polski ta polityka, która oficjalnie zostanie przyjęta, oznacza likwidacje per saldo wszelkich korzyści ekonomicznych płynących z naszej przynależności do Unii. Jedynym sensownym działaniem byłoby jej zablokowanie, ale pospieszna ratyfikacja Traktatu Lizbońskiego przekreśliła jakiekolwiek możliwości pertraktacji. Tegoroczne podwyżki energii to dopiero początek kosztów, jakie zapłacimy za politykę "solidarności" energetycznej Kaczyńskiego i Tuska.
TeleYo - Własna telewizja!
Wystarczy mieć amatorską kamerę wideo, komputer i szerokopasmowe łącze internetowe, aby założyć własną telewizję. Jesteśmy świadkami narodzin TeleYo (dosł. Tele-Ja), systemu łączności audiowizualnej dostępnego prawie dla każdego.
Właśnie zaczyna się nowy sezon telewizyjny, zarówno dla wielkich stacji, jak i dla tysięcy osób, które w ostatnim okresie utworzyły swój własny kanał.
Popularne seriale i programy będą teraz musiały zmierzyć się z większą konkurencją, aby wieczorami przyciągnąć przed ekrany widzów. Konwencjonalne kanały telewizyjne mogą więc zacząć tracić odbiorców, bo jedni wybiorą inną stację, a inni sami zaczną produkować własne programy.
O ile YouTube spełnia dziś rolę ogólnoświatowej wideoteki, o tyle portale takie jak Mogulus, Operator11, Justin czy MakeTV idą o krok dalej. Udostępniają one użytkownikom infrastrukturę konieczną do tworzenia prawdziwych kanałów telewizyjnych, z połączeniami na żywo i emisją przez 24 godziny na dobę.
Mogulus zaczynał swoją działalność w połowie ubiegłego roku, a teraz liczy już ponad 86 tysięcy kanałów. Za nimi kryją się osoby prywatne, a także szkoły, osiedlowe grupy mieszkańców organizacje kontrkulturowe bądź wyznaniowe. – Już od jakiegoś czasu można było zamieścić w sieci nagranie wideo, ale możliwość prowadzenia prawdziwego kanału telewizyjnego na żywo to coś nowego – podkreśla Cinto Niqui, dziennikarz i wykładowca technologii łączności na Uniwersytecie Autonomicznym w Barcelonie.
Z TeleYo korzystają również przedsiębiorstwa i partie polityczne. Bank BBVA uruchomił swoją własną telewizję internetową w czerwcu 2007 roku, na początku adresowaną tylko do 100 tysięcy pracowników. Hiszpańska Socjalistyczna Partia Robotnicza (PSOE) również ma własny kanał telewizyjny, do którego wchodzi się przez stronę internetową ugrupowania. Kierownictwo partii zdecydowało się na telewizję internetową, ponieważ, jak wyjaśnia, "jest ona tańsza, prostsza i trafia do większej liczby odbiorców". Tymi samymi względami kierowały się władze miejskie w La Coruni i w Culleredo, zakładając własną telewizję internetową.
Szanse na to, że każdy z nas będzie mógł zostać producentem telewizyjnym posiadającym swój własny kanał – coś, co jeszcze rok temu było nie do pomyślenia – są coraz większe. Różne firmy oferują już odpowiednie usługi. W najbliższym czasie Nokia ma zaprezentować najnowszą wersję swojej aplikacji OVI, która umożliwia, między innymi, zapisywanie i edycję nagrań wideo. We Francji natomiast istnieje już płatna telewizja internetowa, która udostępnia swoim abonentom odpowiednie narzędzia, aby mogli tworzyć własne, indywidualne kanały. – Firma dba również o dystrybucję tych kanałów do wszystkich swoich klientów – mówi Cinto Niqui.
– Popularność platform internetowych służących do edytowanaia nagrań wideo i wybierania programów świadczy o tym, że publiczność nie jest bierna, wręcz przeciwnie, telewidzowie są nastawieni krytycznie i mają własny punkt widzenia. Wystawiają na próbę środki przekazu i dostosowują je do własnych potrzeb – twierdzi Henry Jenkins, profesor analizy mediów z Massachusetts Institute of Technology (MIT), specjalizujący się w badaniu postawy odbiorców. Jak wynika z badań, za tą chęcią tworzenia własnych kanałów kryją się dwa sprzeczne uczucia wobec telewizji, "z jednej strony fascynacja, z drugiej rozczarowanie tym, co ona oferuje".
Profesor Jenkins postrzega tworzenie własnych kanałów jako sposób na "realizowanie swojej kreatywności", ale także jako próbę zmiany sytuacji, w której odbiorca jest zdany na łaskę wielkiego audiowizualnego imperium, niezależnie od tego jak bezwartościowe treści ono prezentuje.
– W tych indywidualnych kanałach oryginalność i pasja rekompensują nie najlepszą jakość obrazu i błędy w produkcji – twierdzi Luis Caldevilla, specjalista produkcji telewizyjnych. Był on już kamerzystą, realizatorem, montażystą... Zaczynał emisję własnego kanału, traktując to jako hobby, a z biegiem czasu zaczął się tym zajmować bardziej profesjonalnie. Z okna swojego domu w Madrycie filmuje postępy w budowie dwóch drapaczy chmur – mają to być najwyższe budynki w całym mieście – a potem montuje zdjęcia w innowacyjny sposób i emituje we własnym programie. – Popularność YouTube powoli słabnie, ten portal nie jest selektywny, a ludzie chcą czegoś więcej – tłumaczy. Jego zdaniem w TeleYo najciekawsza jest możliwość wprowadzania zmian: nie trzeba "poddawać się" dyktaturze medialnych molochów. – Wszyscy mamy w sobie potencjał kreatywności – mówi i przytacza przykłady różnych kampanii reklamowych wzorowanych na krążących w internecie nagraniach amatorskich.
Dotychczas większość osobistych kanałów internetowych – w tym te najlepsze – powstała w Stanach Zjednoczonych i w Japonii, chociaż w Hiszpanii również zaczynają się pojawiać; na razie są na etapie prób. Organizacja Neokinok promująca model telewizji alternatywnej jest jedną z najbardziej aktywnych grup na tym polu. Nie tylko emituje własne programy za pośrednictwem internetu, ale także twierdzi, że to medium "bardzo ułatwia dystrybucję programów i przyczynia się do demokratyzacji sektora audiowizualnego". W okresie od marca do czerwca tego roku grupa zorganizowała studio telewizyjne w Barcelonie, które nadawało programy na żywo, a w Brazylii utworzyła kanał z udziałem mieszkańców jednej z największych faweli (dzielnic biedoty) w kraju. – Ci ludzie pojawiają się w telewizji tylko wtedy, kiedy mowa o narkotykach i przemocy. W swoim własnym kanale mogą występować w zestawieniu z pozytywnymi zjawiskami, a to bardzo podnosi ich samoocenę, ze względu na rolę jaką to medium odgrywa w społeczeństwie – mówi przedstawiciel Neokinok.
